Stara szkoła...Nowi bohaterowie...nowa przyjaźń...nowe przygody...nowe niebezpieczeństwo... Opowiadanie o całkiem nowym pokoleniu uczniów Hogwartu.
Translate
niedziela, 29 września 2013
" Kiedy wszystko tak naprawdę się zaczyna..."
Przed pójściem na lekcje zawsze przeglądałam się w lustrze. Od dziecka stało się to moim rytuałem. Widziałam, jak staje się coraz wyższa, aż zatrzymałam się na wzroście przeciętnym dla siedemnastolatki. Włosy nie zmieniały barwy, od zawsze były jasno brązowe, z przodu sięgające ramion, z tyłu aż do łopatek. Prawie nigdy ich nie spinałam, chociaż pod włosami, z lewej strony głowy, chowałam małego warkoczyka. Miałam jasną karnację. Mój mały nos zawsze zachował swoją zadziorność. Wstydziłam się swoich piegów, które, dzięki Bogu, były ledwo widoczne. I wreszcie trafiałam spojrzeniem na odbicie moich oczu. Przyglądam im się długo, chociaż nie zmieniały barwy. Tęczówki były idealnie brązowe, bez ani jednej plamki innego koloru.
Nie malowałam się dużo. Zawsze potem ciążyły mi powieki, zresztą lubiłam kształt moich oczu. Ubierałam się, także jak typowa siedemnastolatka. Starałam się wyglądać modnie.
Od sześciu lat uczyłam się w Hogwarcie. Nie miałam problemów z nauką, w sumie dobrze się uczyłam. Problem w tym, że przez te sześć lat nie mogłam się odnaleźć w żadnym towarzystwie. Zastanawiałam się czemu trafiłam do Gryffindoru, skoro nie jestem szczególnie odważna, bohaterska czy szlachetna. Nikt nie wzbudzał mojej sympatii, co niezmiernie mnie irytowało. Dodatkowo byłam nieśmiała i nie rozmawiałam z uczniami innych domów. Byłam kompletnie do bani.
Nie byłam szczególnie podekscytowana następnym rokiem w szkole. Chciałam przez niego przejść, znaleźć prace i żyć zapewne jako stara panna.
Wsiadłam do pociągu i zaczęłam przepychać się przez tłum rozgadanych uczniów. Większość znałam z widzenia, ale tylko z nielicznymi rozmawiałam. Większość przedziałów było już zajętych. Znalazłam jeden, w którym siedziely tylko cztery osoby. Najwyraźniej się nie znali, bo siedzieli cicho i z dala od siebie. Otworzyłam drzwi i niepewnie weszłam do środka.
- Mogę?- zapytałam, wskazując na wolne miejsca.
Chłopak najbliżej drzwi, z ciemniejszą karnacją, krótko przystrzyżonymi włosami, podniósł na mnie wzrok i kiwnął głową bez słowa. Usiadłam obok niego, jednak niezbyt blisko. Rozejrzałam się.
Po drugiej stronie siedziała chuda, piegowata dziewczyna. Płomienne włosy spięła w warkocz, który sięgał jej do pasa, miała grzywkę. Była blada, jasność jej skóry niezdrowo kontrastowała z kolorem jej włosów. Garbiła się, jakby chciała ukryć swój wzrost. Czytała jakąś książkę. Po mojej drugiej stronie siedziała ładna blondynka, której włosy układały się w schludne loki. Kiedy spojrzała na mnie, zauważyłam szare oczy. Była już przebrana w czarną szatę. Po kolorze krawatu stwierdziłam, że jest z Hufflepuffu. Odwrócony do mnie bokiem siedział chłopak. Był blondynem, włosy z przodu głowy postawił do góry, miał jasną karnację, był szczupły. Wpatrywał się w mijany krajobraz. Miał spokojną twarz, nawet przystojną. Ale najwyraźniej nic go nie obchodziło. Wyglądało na to, że wszyscy są w tym samym wieku, co ja.
Po głowie chodziło mi tylko jedno pytanie- Co ja tu robię? Miałam ochotę wysiąść z przedziału, ale się powstrzymałam.
Wyciągnęłam książkę, którą zabrałam z domu i otworzyłam na pierwszej stronie. Kiedy przeczytałam już połowę, podjechała starsza pani z wózkiem ze słodyczami.
- Coś z wózka, kochaneczki?- zapytała, miłym tonem. Wyszczerzyła się w bezzębnym uśmiechu.
Nie miałam na nic ochoty, więc tylko grzecznie podziękowałam. Blondynka poszła kupić sobie paszteciki dyniowe, a ciemnoskóry chłopak masę słodyczy. Nie zwracałam na nich uwagi, ponieważ znowu zagłębiłam się w lekturze. Nie była szczególnie ciekawa, fabuła się ciągnęła, ale nie miałam nic innego do roboty.
Zauważyłam jednak, że blondyn westchnął cicho i odwrócił się od okna. Połowę drogi przesiedział w jednej pozycji!
Musiał mnie wcześniej nie dostrzec, bo teraz dyskretnie mnie obserwował. Poczułam, że policzki mi się czerwienią. Schyliłam głowę, żeby zasłonić twarz włosami.
Kiedy na dworze robiło się już ciemno i zaczął padać deszcz, poszłam przebrać się w czarną szatę. Potem weszłam do swojego peronu i sięgnęłam po książkę. Starałam się nikogo nie potrącić i nie zwracać na siebie uwagi. Została nam jeszcze jakaś godzina drogi.
Już miałam usiąść, kiedy pociąg nagle szarpnął do przodu. Siła z jaką to zrobił, była tak wielka, że poleciałam do przodu na wolne siedzenie i uderzyłam głową w ścianę przedziału. Zgasło światło.
Cała piątka wylądowała po jednej stronie. Ktoś wpijał mi łokieć pod żebro. Jęknęłam głośno, kiedy zdałam sobie sprawę z bólu głowy. Nie mogła się ruszyć, ktoś przygniatał mnie swoim ciałem. Słyszałam też ciche pojękiwania innych.
- Co, do jasnej....?- usłyszałam stłumiony męski głos.
Zaczęli się poruszać. Mimo, że sprawiło mi to straszny ból, udało mi się wyswobodzić rękę. Dotknęłam tyłu głowy. Poczułam ciepłą ciecz. Zaklęłam pod nosem.
- Gdzie moja różdżka?- mruknęłam.
Nim zdołałam ja wyjąć, ktoś oświecił przedział zaklęciem. Mgliste światło z różdżki blondyna( okazał się wysoki) świeciło mi w twarz. Zmrużyłam oczy i zasłoniłam je dłonią.
- Wybacz.- przeprosił mnie z ledwie słyszalnym amerykańskim akcentem i odsunął rękę.
Pomógł mi usiąść prosto. Rozejrzałam się. Chłopcy stali na środku przedziału, dziewczyny siedziały. Zauważyłam, że nie tylko ja byłam zraniona. Wszyscy byliśmy poobijani, na naszych twarzach gościły grymasy bólu. Było zimno i mokro.
- Skąd się wzięła woda?- zapytałam samą siebie.
Spojrzałam w stronę okna. Szyba rozleciała się na miliony kawałków, które leżały na podłodze, stoliku, fotelach. Deszcz zalewał pomieszczenie.
- Co? - spytał mnie blondyn, nie rozumiejąc.
Wskazałam rozbite okno. Podeszłam do niego i wychyliłam głowę, nie zwracając uwagi na zimny deszcz, moczący mi ubranie i włosy. Kawałki szkła, które pozostały we framudze okna raniły mi dłonie. Zauważyłam, że reszta osób z przedziału także poszła w moje śladu. I nie tylko oni. Kilkoro uczniów z innych przedziałów także wyglądało przez okna. Słyszałam, że na korytarzu zaczynają rozbrzmiewać podekscytowane i przestraszone głosy. Prawie nic nie widziałam przez deszcz, spływający mi strumieniami po twarzy. Jak przez mgłę usłyszałam nawoływania z zewnątrz pociągu. Nagle w dali, na przedzie, niebo rozjaśnił zielony strumień światła.
- Czy to było...?- nie dokończyłam myśli, byłam zbyt wstrząśnięta.
- Zaklęcie niewybaczalne!- dokończyła za mnie dziewczyna z blond lokami, równie przerażona jak ja.
Dochodziły do nas odgłosy walki i co chwile granatowe niebo rozjaśniały kolorowe rozbłyski światła.
- Co się dzieje? Co się dzieje? - powtarzałam w kółko. Nie czułam już zimna, byłam za bardzo przejęta.
Odeszłam od okna i wyszłam na korytarz, oblegany przez uczniów, którzy głośno szeptali i obserwowali otoczenie przez szyby. Uchwyciłam kawałki rozmów, które doszły aż tutaj.
- Zaatakowano pociąg....
- Lokomotywa wyjechała z torów....
- Mieliśmy dużą prędkość....
- Kilka osób jest nieprzytomnych...
- Wszystko dobrze obliczyli, akurat skręcaliśmy...
- Może założono bombę...
- O czym ty mówisz?...
- Uczniowie są ranni, a nauczyciele walczą....
- Serio? Słyszałem, że używają zaklęć niewybaczalnych...
Tego było już dla mnie za wiele. Wróciłam do przedziału, gdzie moi towarzysze nadal wychylali się przez okno. Podeszłam do nich i zrobiłam to samo. Nic się nie zmieniło. Przekrzykując huk wiatru, deszczu i walki wykrzyczałam do nich informację, których się dowiedziałam. Ledwie skończyłam, niebo rozjaśnił potężny błysk. Z naszych gardeł wydobył się głośny, przerażony okrzyk. Widzieliśmy coś, co nie pojawiło się na niebie od piętnastu lat. Coś, czego nie widział nikt od czasu pokonania Voldemarta przez sławnego Harry' ego Pottera. Mroczny Znak. Coś czym posługiwali się najwięksi mordercy. To mogło znaczyć tylko jedno.
- Śmierciożercy- szepnęłam, a oczy otworzyły mi się szeroko z przerażenia.
Oto pierwszy rozdział. Plany się zmieniły i postanowiłam pisać opowiadanie o całkiem nowym pokoleniu Hogwartu. Nie uprzedziłam, że będę pisać w pierwszej osobie, czasu przeszłego. Sporadycznie i pod koniec czas zmieni się na teraźniejszy, a narratorem będzie ktoś inny.
Zapraszam także na bloga Veni: http://klubfantastyczny.blogspot.com/
Miss. Black.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz